Z kambodżańskiej dżungli do Tajlandii.

Otworzyłem oczy o 6.30. Żyłem i byłem cały. Moje rzeczy leżały koło mnie. Motocykl też stał na swoim miejscu. Odetchnąłem z ulgą. Poranek był wyjątkowo leniwy. Mężczyźni zgromadzili się przy ognisku i palili papierosy. Rozmowa z moim gospodarzem mało się kleiła. Jego angielski nie był najlepszy, ale zrozumiałem, że on też jedzie do Koh Kong niedaleko granicy z Tajlandią i możemy pojechać razem. Ucieszyła mnie to. Zastanawiałem się jaką kwotą odwdzięczyć mu się pomoc. Czułem się głupio mające takie myśli wczoraj.

Continue reading „Z kambodżańskiej dżungli do Tajlandii.”

Z Siem Raep do Tajlandii.

Wstałem około 6, bo postanowiłem przed śniadaniem, które było do 10.00 odwiedzić kompleks Angkor Wat wpisany na listę UNESCO. Wiedziałem, że to prawdziwy rarytas Kambodży i miałem nadzieje, że się nie rozczaruję. Bilet całodzienny, wraz ze zdjęciem turysty, kosztował 30 USD. Całkiem spora suma, ale okazała się tego warta. Wschód słońca nad świątynia wyglądał majestatycznie. Sama świątynia i jej okolice, mimo że mocno zniszczone i częściowo w ruinach  zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Potężne budowle z przepięknymi żłobieniami i rzeźbami sprawiały imponujące wrażenie. Na dodatek było jeszcze wcześnie, wiec nie otworzyły się jeszcze kramy sprzedające mydło i powiodło oraz turystów było niewielu. W ciszy i spokoju podziwiałem  jeden z cudów świata.

Continue reading „Z Siem Raep do Tajlandii.”

Z Paxse do Kambodży przez Tajlandię.

Droga z Paxse do granicy z Tajlandią zajęła mi mniej niż godzinę. Laotańczycy szybko i sprawnie przepuścili mnie przez granice. Okazało się pózniej, że zbyt szybko, bo nie zostawiłem im jednego papierka dotyczącego motocykla. Chciałem tylko, jak najszybciej znaleźć się poza Laosem, którego miałem już serdecznie dosyć.

Continue reading „Z Paxse do Kambodży przez Tajlandię.”

Z Pakse do Kambodży.

Pierwszą myśl po przebudzeniu było sprawdzenie stanu wysypki. Okazało się, że zelżała. Wapno pomogło. Czyli wpadłem w paranoję z dengą. Nawet katar powoli przechodził i zamienił się w lżejszy kaszel. Oznaczało to, że mogę jechać do Kambodży. W Pakse odwiedziłem jedną świątynię wymagającą uwagi i odbyłem krótka medytacje za pomyślność dalszej podróży.

Continue reading „Z Pakse do Kambodży.”

Z Thakhek do Wietnamu.

Ból gardła rano lekko zelżał. Wysypka tez się ustabilizowała. Szybko spakowałem dobytek i wyruszyłem na poszukiwanie miejsca na śniadanie. Nieopodal hotelu Mekong, w którym nocowałem znalazłem restaurację, gdzie stołowała się para motocyklistów. Postanowiłem do nich dołączyć. Okazali się Francuzami. Oboje kupili motocykle w Laosie po kilkaset dolarów każdy i tym sposobem zwiedzali kraj. Były to jakieś stare 150, które ponoć notorycznie się psuły. Na szczęście lokalni mechanicy zawsze potrafili je naprawić.

Continue reading „Z Thakhek do Wietnamu.”

Z Wientian do Wietnamu.

Wstałem trochę późno, aby się spakować i zdążyć do mechanika na ósmą musiałem ominąć śniadanie. Trudno, sprawny motocykl jest ważniejszy niż mój żołądek.

Polecony mechanik okazał się rewelacyjny. Po pierwsze mówił po angielsku, po drugie porządnie przyjrzał się motocyklowi w poszukiwaniu kłopotów. W miarę sprawnie poprawił problemy ze zmianą biegów i nareszcie ktoś odkręcił moje przednie koło by dokładnie je sprawdzić i wyprostować. Na dodatek wyregulował mi hamulec ręczny oraz naoliwił łańcuch. To wszystko zrobił w godzinę i za równowartość 25 złotych. Rewelacja.

Continue reading „Z Wientian do Wietnamu.”

Wientian.

Spałem 11 godzin. Gdy otworzyłem oczy poczułem ból prawej dłoni. Była lekko opuchnięta. Zaaplikowałem na nią kolejną dawkę Ben-Gaya i poszedłem zjeść śniadanie. Poprzedniego dnia rzuciłem wszystkie brudne i zakurzone ciuchy na podłogę. Na dodatek okazało się, że w wyniku upadku pękła buteleczka z szamponem i oblepił on wszystko w moim plecaku. Nie zrażałem się tym. Najważniejsze, że whisky nie ucierpiało

Continue reading „Wientian.”